Od ostatniego wpisu minęło prawie trzy i pół roku, jakoś tak jakby mrugnąć okiem. W tym czasie zmarł mój nie-mąż, Maciek, moja Mama i kilka zwierząt.
Jakoś na początku 2025 roku Cezarka pewnego dnia znalazłam pokrwawionego na dnie woliery, wet stwierdził zapalenie ucha, a dodatkowo miał jakąś straszną ranę na brzuszku, w sumie nie wiem skąd. Rana po dwóch dniach zaczęła się babrać i niestety musiałam go uśpić.
A potem, całkiem nagle trafiła do mnie kosza, od koleżanki, która pracuje w szkole. Jakaś znajoma nauczycielka skądś ją przyniosła, bo już jej nie chccieli. Kosza (na 100% samczyk

) okazał się dziewczynką, którą nazwałam Bamboliną. Miałam nadzieję ją wyadoptować ale jakoś się przywiązałam do niej, była bardzo proludzka i przytulaśna i jakos tak wyszło że wykastrowałam Diablika i Bambolina została
A potem umarł pies Ryszard (17.03.25), nagle. Jeszcze o 13.00 byliśmy na spacerze i po powrocie do domu zaczął się pokładać. Poszliśmy biegiem do Lecznicy Teodor gdzie prawie zemdlał, dr Justyna zrobiła wszystkie możliwe badania, ściągnęła mu płyn który zgromadził się wokół serca i oddała go do domu mówiąc że jak sie nie polepszy to rozważałaby eutanazję. Do domu niosłam go na rękach. W domu niestety nie polepszyło się, pies tylko leżał, nie jadł, nie pił, nie chciał sikać, nie reagował, czasem wył. Po północy pojechałam go uśpić do całodobowej lecznicy. Na usg wyszedł gromadzący się znowu płyn wokół seca i tak pożegnałam Ryszarda. Miał ok. 17 lat, u mnie - 15.
A pod koniec września 2026 przyjechała suczka, którą nazwałam Sabinką.