autor: Karena
opowiadanie zajęło III miejsce w Konkursie Świątecznym 2008 na Nowym Świnkowym Forum
Siano, bombki i noworoczne postanowienia
Znowu nie dadzą się wyspać, westchnął Mały-Malizna. Biegają jak szaleni przed tymi Świętami. Jedyna z tego korzyść taka, że śniadanie dostaniemy wcześniej niż zazwyczaj.- Łiii, łiii... No, dawajcie chłopaki. Głośniej, wtedy Pańcia szybciej zmięknie! Człowieki takie są. Zakwiczysz, popatrzysz na nich jak kot ze Shreka i jedzonko gotowe.
- Łiii, łiiii!!!
- Dobra nasza, poszła do kuchni - szepnął Mały do Piracika. - Szkoda, że nic nie widzisz. A ty Jurand przestań piłować te kraty. Zachowuj się, bo nic nie dostaniesz.
Malizna zakręcił się dokoła i grzecznie oparł łapki o pręty. Duża ręka wsunęła się przez drzwiczki i zaczęła wrzucać warzywa.
- Marchew, seler, natka pietruszki, jabłko, zioła... - wyliczał. - Nieźle.
Piracik chwycił natkę i zniknął w domku.
- A gdzie najważniejsze? - kwiknął Mały.
- Chyba zabraknie siana - szepnęła Pańcia do Pana. - Idziemy do sklepu. Trzeba koniecznie kupić, żeby nie zabrakło na Święta. Musimy położyć je pod obrus.
- Co?! Siano pod obrus? Nie dam! - zaparł się Mały. - Pirat, słyszałeś?
Po śniadaniu Malizna wszedł do norki obrażony i nawet, kiedy Pańcia otworzyła drzwiczki klatki i przygotowała wybieg, nie ruszył się z miejsca. Siano na stół, mruczał, profanacja. Do czego zmierza ten świat? Miejsce siana jest w paśniku!
Jurand za to chętnie skorzystał ze spaceru i wrócił z nowymi wieściami.
- Chłopaki! Byłem w drugiej klatce Państwa. I tam, na środku wyrosło drzewo! Musicie to zobaczyć... O, wybacz Pirat.
- Nie szkodzi, przyzwyczaiłem się - zapiszczał. - Ale węch i tak mam lepszy. Wyczułem zapach świerku już rano.
- Coś ty!
- Ano tak. Pamiętacie jak kiedyś Pańcia kupiła te trociny z drzew ilastych...
- Iglastych - wydobyło się z norki.
- Oj tam. Ilastych, iglastych, kto by spamiętał. No i okazało się, że są dla nas złe i wyrzuciła, ale ja zapach zapamiętałem - powiedział Piracik.
- Po co w takim razie takie szkodliwe drzewko wstawili do klatki?! - przeraził się Jurand. - Słabo mi, zatrułem się! - położył się na dywanie.
- Przestań, panikarzu - Mały wreszcie wygramolił się z norki. - Ja słyszałem coś znacznie gorszego.
- Co takiego?! - Jurand natychmiast się podniósł.
- Siano chcą kłaść pod obrus, zamiast do paśnika.
- A co to obrus? - zapytał Piracik przerywając picie z poidełka.
- Oj, młody, młody. To taki pokrowiec, żeby ładniej stół wyglądał. Zupełnie tego nie pojmuję, ale kto zrozumie człowieki. Zresztą, mało ważne. Grunt, że zostaniemy bez siana!
- Tylko nie to! - krzyknął Jurand i zrobił rundkę dokoła biurka. - Trzeba coś zrobić i to szybko. Te całe Święta nic a nic mi się nie podobają.
Nagle do ich uszu dobiegły znajomy dźwięk otwierania drzwi.
- Nareszcie. Chyba już wszystko kupione. Ryba, prezenty, siano, bombki... - mówiła Pańcia.
- Bombki! - omal nie krzyknął przycupnięty przy progu Jurand. - Chcą się nas pozbyć! Wysadzić w powietrze!
- O czym ty gadasz? - spokojnie przerwał Mały.
- To na pewno tak! - Jurand biegał po pokoju jak szalony, aż w końcu zatrzymał się przed klatką i wspiął na pręty. - Kiedyś - sapał z wysiłku - kiedyś Pańcia trzymała mnie na kolanach i oglądała takie obrazki w tym srebrnym pudełku. I tam, i tam... bomba, wszystko wybuchło... Ogień, huk. Apokalipsa! Aż się ze strachu posikałem - dokończył cicho.
- Nie wierzę, żeby Państwo mogli zrobić coś takiego - Malizna krążył po klatce bucząc.
- Boję się - pisnął Piracik.
- Widzisz, co zrobiłeś? Młodzik się przestraszył - skarcił Mały Juranda.
- Nie wiem jak wy, ale ja uciekam.
- Dokąd? - roześmiał się Malizna.
- Za szafę. Żegnajcie, to był zaszczyt mieszkać z wami, panowie - skłonił głowę Jurand.
Z kuchni dobiegały odgłosy krzątaniny, a po klatce człowieków rozeszły się przyjemne zapachy. Nagle Mały usłyszał coś niepokojącego.
- Tę dużą bombkę powieś wyżej - powiedziała Pańcia. - Trzeba wykorzystać wszystkie. Choinka jest spora.
Jurand miał rację, to koniec. To dlatego nie dadzą nam już siana, tylko położą sobie na stół! Nic już dla nich nie znaczymy. Chcą się nas pozbyć. Ech, my świnki mamy ciężkie życie. Przygarną, przyniosą do domu, a potem się pozbędą. Mało nasłuchałem się historii od Pańci? A to porzucają w śmietniku, a to sprzedają na allegro za marne grosze, bo arel... alre... alergia, cokolwiek to znaczy... Ale nie sądziłem, że nasi Państwo tacy są!
Mały wszedł do domku, w którym trząsł się ze strachu Piracik.
- Nie bój się, nie zostawię cię, młody - powiedział Malizna.
Nagle rozległ się głos Pańci.
- Świneczki! Halo! Gdzie się schowałyście? Pańcia i Pan maja coś dla was, specjalnie z okazji Świąt.
- Wiemy, wiemy - prychnął Mały.
- A tu jesteście, w domku. No nic, Ne będę was na siłę wyciągać. Położę wam prezenty w klatce.
Zaszeleściło, zaszurało i ucichło.
Jurand pod szafą, a Mały i Piracik w klatce zamarli w oczekiwaniu na koniec. Mijały minuty, a nic się nie działo. Coś jednak pięknie pachniało tak, że Malizna nareszcie odważył się wyjrzeć z domku.
Przetarł oczy łapkami. Paśnik pękał w szwach od siana! Miseczka pełna granulatu i jeszcze kolba z lucerny wisi na prętach! Niemożliwe...
Jurand też musiał poczuć zapach, bo wystawił nos za szafy.
- No, jesteście, moje kochane serduszka - powiedziała Pańcia. - Jedzcie na zdrowie, a po Wigilii każdego z was porządnie wygłaskam.
Kiedy skończyli ucztować i położyli się na miękkiej ściółce, pierwszy odezwał się Mały:
- Głupio, co?
- Ja się wcale nie bałem - pisnął Piracik.
- Jasne.
- Nie ma co, daliśmy ciała - sapnął Jurand wyciągając nogi do tyłu.
- Jakieś przeprosiny im się należą, nie sądzicie? - mówił Malizna gramoląc się na hamak.
- Obiecuję, że już nie nasikam Pańci na nogi - zadeklarował Jurand.
- A ja, a ja - cienkim głosikiem pisnął Piracik - nie będę się wyrywał przy podawaniu witaminy C.
- No dobra, a ja pozwolę się wygłaskać, chociaż jako śwince rozetkowej, będzie mi trochę ciężko.
Kiedy zasypiali, z drugiej klatki Państwa dobiegły ich dźwięki kolędy:
"Cicha noc, święta noc..."


