Jak Malizna uratował Piracika z paszczy
Potwornej Norki...
Część II
Mały powoli zbliżał się do Potwornej Norki. Nie rusza się. Niedobrze. Widocznie połknęła go w całości, a teraz odpoczywa po posiłku.Chociaż Piracik często denerwował Maliznę, w gruncie rzeczy Mały bardzo go lubił. Gdyby tak Pańcia wypuściła Juranda... Przydałby się teraz. Na pewno rozprawiłby się z Norką raz, dwa. Oj, potrafi ugryźć, potrafi!
- Pirat. Piracik, żyjesz? - cicho odezwał się Mały.
W odpowiedzi Potworna Norka poruszyła się lekko, a Malizna schował się za róg biurka, przerażony.
Muszę obmyśleć plan...
- Ej! - usłyszał głos Juranda. - Wskocz na nią i gryź. Może wtedy go wypuści. O ile nie jest już za późno... - zawiesił głos. - Tylko nie podchodź od strony paszczy.
- Głupi nie jestem - mruknął do siebie Malizna.
Okrążył biurko i zaszedł Norkę z tyłu. Spała.
Nagle do pokoju weszła Pańcia i rozejrzała się po wybiegu mówiąc:
- O, Piracik jest w norce! Świetnie.
I wyszła.
- Świetnie...? Świetnie...?! - wzburzenie Malizny rosło i rosło. Człowieki są jednak bez serca. Dmuchają, chuchają, a potem karmią nami Norkę. Terrroryści jedni, czy jakoś tak...
Podjął decyzję. Zamknął oczy i wskoczył na plecy Potwora. Norka poruszyła się gwałtownie. Malizna szczękał zębami i buczał przestępując z nogi na nogę.
Z wnętrza wydobył się cienki głos młodzika.
- Żyje! - rozległ się głośny kwik Juranda.
- Oddawaj Piracika, bestio!!! - krzyczał Mały.
Gryzł Norkę na oślep, a ona wybrzuszyła się, zafalowała i wreszcie opadła bez ruchu.
Przed zamkniętą już teraz paszczą stał Piracik i wyglądał na bardzo niezadowolonego.
- Przestaniesz mnie w końcu przeganiać? - rzekł z wyrzutem. - Na hamak nie mogę wejść, w domku nie pozwalasz mi siedzieć...
- Uratowałem cię z paszczy Potwornej Norki, a ty mi jeszcze wyrzuty robisz? - Mały nie krył oburzenia.
- Jakiej paszczy?
- Tej, która cię chciała pożreć!!! - Malizna kręcił zadkiem i buczał.
- Nie chcę przerywać, ale radziłbym nieco oddalić się od Potwora - wtrącił rzeczowo Jurand.
Malizna zeskoczył jak oparzony z grzbietu Norki i popychając przed sobą nosem Piracka odbiegł pod klatkę Juranda.
- Uff! - uspokoił się nieco.
- Hej, młodziku - rzekł Jurand. - Mów, jak było tam, w środku... we wnętrznościach Norki.
Czekali w napięciu na pełna grozy opowieść. Zamiast niej, usłyszeli tylko powiedziane cienkim głosikiem:
- Jak? Ciepło i bardzo, bardzo mięciutko.
- Słyszałeś to, co ja? - powoli mówił Malizna. - Jemu się tam podobało!
Wykorzystując chwilę, Piracik podreptał z powrotem w kierunku Potwornej Norki i ponownie znikł w środku.
Następnego dnia, Mały-Malizna ostrożnie zbliżył się do czarnego otworu. Dotknął nosem, postawił jedną łapkę, potem drugą i po chwili cały wszedł do wnętrza Norki. Hmm... miękko - mruknął pod nosem. - Młody nie zmyślał. - A jak wygodnie. Prześpię się chwilkę. Aaa... ziewnął i położył się na boku.
Po chwili zjawił się Piracik.
- Ejże... - pisnął naburmuszony.
- Młodziku, posłuchaj. Od dzisiaj Norka jest tylko moja. Za to ty możesz zająć i hamak i domek. Zgoda?
- No... nie wiem - zawahał się.
Na te słowa usłyszeli głos Pańci.
- Nie bijcie się o Norkę. Zamówiłam jeszcze dwie i już niedługo każdy będzie miał własną.
Kiedy Pańcia zniknęła za drzwiami, Mały ziewając zdołał jeszcze powiedzieć:
- Niech się pańcia nie gniewa za tego terrorystę...
I zasnął.



