Jak Malizna uratował Piracika z paszczy
Potwornej Norki...
Część I
Drzemkę przerwał ostry dźwięk dzwonka. Jurand zabuczał niezadowolony, a Piracik umknął do domku.- Tchórze - pomyślał Mały-Malizna nie opuszczając hamaka.
Do pokoju weszła Pańcia trzymając w rękach paczkę.
- Nareszcie - powiedziała. - Norka dla maluchów. Jeżeli się sprawdzi, zamówię kolejne.
Mały, który wbrew imieniu był największą świnką, mruknął do siebie: "hmmm... to raczej nie dla mnie", po czym zapadł w półsen.
- Położę ją na dywanie. Zobaczymy, czy się nią zainteresują - rzekła Pańcia otwierając drzwiczki klatki. Wyjęła Piracika i postawiła na wybiegu.
Malizna obudził się natychmiast, zszedł z hamaka i radośnie pokwikując wyskoczył na wybieg. Już miał rzucić do młodzika: "Co się tak gapisz? Biegaj!", ale w porę zreflektował się, jak wielkim byłoby to nietaktem wobec niewidomego.
Jurand, który ze względu na porywczy charakter, mieszkał w oddzielnej klatce, jak zwykle zaczął gryźć pręty.
- Michael Scolfield się znalazł - prychnął lekceważąco Malizna, powtarzając słowa Pańci, chociaż ni w ząb trzonowy nie rozumiał o co w nich chodzi.
Ignorując Juranda podreptał na obchód za kanapę. "Wszystko na mojej głowie" - pokwikiwał.
Tymczasem Piracik powoli badał teren. Wszystko było tak, jak zawsze. Prosto, potem w lewo, zakręt... o tak. A co to? - dotknął noskiem czegoś miękkiego. Kwi, Kwi... bardzo miłe, pomyślał wysuwając łapkę.
Mały wrócił z obchodu. Jurand szalał jeszcze bardziej, miotając się od jednego końca klatki, do drugiego. Mały-Malizna majestatycznym krokiem zbliżył się do niego.
- Nie wiesz, że musisz poczekasz na swoją kolej? My pobiegamy, a potem ty. Co się tak wściekasz, jakby ci trociny w... - urwał przypominając sobie o nieletnim Piraciku.
- Zeżarła go! - kwiknął Jurand przeraźliwie. - Widziałem na własne oko, zeżarła!
- Spokojnie. Weź głęboki oddech. Kto kogo zeżarł według ciebie?
- No, ona...
- Pańcia?
- Nie!
- Mów jaśniej i przestań się kręcić!
Jurand zatrzymał się i jednym tchem wyrzucił z siebie:
- Ta Potworna Norka połknęła Piracika!!!
Malizna dopiero teraz uświadomił sobie, że zupełnie zapomniał o tym czymś, zwanym Norką. Rozejrzał się dookoła. Nigdzie nie było śladu po Piraciku. Za to w oddali ziała czernią paszcza Norki...
- To... to...- jąkał się Mały - może to wąż jest?
- Nie wąż - odowiedział Jurand. - Kiedyś oglądałem leżąc u pańci na kolanach takie obrazki w tym pudełku w Naszonal... Naszional... Dżeo... coś tam.
- Czy ty zawsze musisz w takich momentach opowiadać wszystko, tylko nie to, co najważniejsze? - przerwał Malizna. - Do rzeczy!
- Już dobrze...a więc norka to zwierzę futerkowe z rodziny...
- Nie obchodzi mnie z jakiej pochodzi rodziny! Grunt, że teraz jest w naszej i pożarła jednego z jej członków!!! - Mały buczał kręcąc zadkiem.
- To co teraz zrobimy...? - cicho kwiknął Jurand.
c.d.n.


