Data ostatniej aktualizacji: 29.07.2010r. flaga_polski flaga_angielska

autor: kalmah

opowiadanie zajęło II miejsce w Konkursie Świątecznym 2008 na Nowym Świnkowym Forum

Świnkowy Pamiętnik cz II
Świnkowe święta - Boże Narodzenie



     24.12

     9:00

     Obudziłem się wtulony w moje mięciutkie legowisko - mogę wylegiwać się na nim ile chcę, i żadne trociny nie są mi straszne. Spać nie umierać. Ziewnąłem. Rzuciłem okiem w stronę Pańci.
     Pańcia na nogach? O tej porze? W pełni gotowości? A to dziwne... Coś się stanie. Czuję to w uszach.
     Paniuchna spojrzała na mnie tak wymownie i zaczęła gadać coś o sprzątaniu (Znowu? Przecież to nie sobota!!!), że przerzuciłem się na drugi bok i choć zaniepokojony, oddałem się łapki Morświniusza - no cóż, siła wyższa, a takiej sile wyższej zazwyczaj trzeba się poddać.

     10:15      Ej... A co to?! O mamusiu! W MOIM pokoju wyrosło drzewo!!! Ale numer! Tylko jakieś dziwne - bez liści - za to z ogromnymi, czerwonymi jabłkami na gałęziach... a jak pachnie.
     O RAJU RAJU, JESTEM W RAJU!!!
     Ciekawe czy nadaje się do zjedzenia?

     10:18

     Ale zaraz. Przecież to choinka! Mogłem się domyśleć - nie pamiętam kiedy ostatnim razem Pańcia zabrała mnie na spacer po działce, co więcej, skąpi owoców jak nigdy... ehh, zima.
     Już w zeszłym roku zastanawiałem się po jakiego grzyba (tak mówi Pańcia :] ) ludziska stawiają sobie drzewa po środku mieszkań. Mówią że święta... no ale co to jest? Przecież tego nawet nie widać, a co dopiero żeby nadawało się do zjedzenia...
     A skoro mowa o jedzeniu...

     10:32

     Gdy tak sobie podjadałem, doznałem olśnienia. Obudzę Młodego! Chcę zobaczyć jego minę kiedy pokażę mu choinkę!
     Wnioski: Jedzenie pobudza myślenie. Zapisane!

     11:15

     He He He. A w życiu bym nie pomyślał, że świnka może mieć takie ogromnie oczy - co najmniej, jakby najadła się za dużo suchej karmy, i nie mogła zrobić... hehe... tego co świnka zrobić nie może, kiedy naje się za dużo karmy. Szalej takie miał.
     Na dodatek szczęka opadła mu tak nisko, że prawie słyszałem jak uderza o dno klatki.
     A ja przebiegły, wcale nie zamierzałem tłumaczyć mu, co to jest.

     11:30

     Niestety nie uwierzył mi, że to czarodziejskie świnkowe drzewo, na którym rośnie wszystko to, co sobie świnka (i tylko świnka) może wymyślić, i zagroził, że jak mu zaraz nie powiem, to... to...i tu nie dokończył, bo powiedziałem mu prawdę. Po co mam się narażać? No po co? Młody jest, jeszcze by mu się dostało. A Pańcia byłaby zła, że znowu mu dokuczam.
     Przynajmniej przyznał mi rację, że stawianie sobie drzew pośrodku mieszkania, jest co najmniej dziwne.
     Zaczynam go lubić. Dlatego wspólnie oddaliśmy się jednemu z moich ulubionych zajęć: wyciąganiu nitek z hamaka.

     16:00

     Przez cały dzień działo się totalnie NIC. Nawet nie zostałem wypuszczony żeby pobiegać. Szalej to o mało nie spadł z półki, tak go nosiło.
     Jak już wspomniałem działo się NIC, poza tym, że co chwilę Duża Pani krzyczała na Pańcię (i vice-versa). A to wszystko przerywane było trzaskiem otwieranych co chwilę drzwiczek w kuchni, który doprowadzał mnie do świńskiej gorączki, kiedy to po dziesiątym trzaśnięciu, (pomimo mojego i Szalejowego kwikania), okazało się, że nikt nadal nie przynosi nam nic do jedzenia. To po co oni tak trzaskają tymi drzwiami? Musiałem zacząć działać.

     Na głodny brzuszek nie da się logicznie myśleć. Dlatego przeżuwając resztkę siana, która została mi w paśniku, doszedłem do wniosku, że pójdę spać. Ale najpierw poganiam PoSzaleja. Dla zasady.

     18:00(?)

     Wreszcie! Doczekałem się! Pańcia wypuściła nas na bieganie!

     Podreptałem za nią do Dużego Pokoju. Szalej szedł tuż za moimi plecami. Trzeba mu to wybaczyć.
     Kręciłem się po pokoju, gdy w jego drugim końcu, zaraz za choinką, dojrzałem kryjówkę pod fotelem. To teraz mogę sobie pobiegać...
     Ominąłem drzewko szerokim łukiem (jakoś mu nie ufam) i WBIEGŁEM pod fotel.
     No to bieganie, na dzień dzisiejszy, mamy zaliczone.
     Szalej stwierdził, że jak tak dalej pójdzie, to na przyszły rok nie zmieszczę się w żadną naszą kryjówkę. Dlatego oberwał w nos.
     Oddał mi... Przynajmniej byliśmy kwita.
     Z kryjówki pod fotelem, miałem wspaniały widok na ludziów i na to co robią. A robili dziwne rzeczy.
     Najpierw podpalili choinkę. Tak! Jak babcię kocham! Nie wiem jak to zrobili, ale drzewko świeciło się na kolorowo. Muszę przyznać że wyglądało całkiem-całkiem. No dobrze. Było śliczne. (Oby tylko Młody nie przeczytał tego pamiętnika, bo będę mieć prze-rą-ba-ne).
     Następnie gdy już zjedli (pod tym względem jesteśmy bardzo podobni - i świnki i ludzie muszą jeść), zaczęli sięgać pod palącą się choinkę i wyciągać jakieś rzeczy - prezenty - kwiknąłem ni to do siebie, ni to do Szaleja.

     19:45

     Wiedziałem że na Pańcię zawsze można liczyć. Dostałem prezent! Młody też... Nooo.. w sumie jemu też się należy...
     Ale ja mam prawdziwy, najprawdziwszy prezent - zupełnie nowy, z nowymi nitkami, i sznurkami które mogę obgryźć, przeświński hamak!
     Szalej dostał swoje własne legowisko i na spółkę mamy zapas mojej ulubionej suszonej marchewki. Jestem taki szczęśliwy : (Kolejny powód dla którego Szalej nie powinien mieć dostępu do tego pamiętnika).

     20:13

     O-ooo... O ile mnie moja pamięć nie myli i doświadczenie zeszłoroczne, to jeszcze nie koniec. Teraz zacznie się najgorsze. Teraz ludziska zaczną... śpiewać! I nie byle co bo kolędy, ale to nie zmienia faktu, że czym prędzej powinienem schować się gdzieś jak najdalej, poza zasięgiem ich głosów.
     Pędem wybiegłem spod fotela i wskoczyłem do klatki (taaa... nie zmieszczę się pod fotelem, ja mu jeszcze przypomnę...). Przez ramię kwiknąłem Młodemu, żeby lepiej zrobił to samo.

     21:00

     Kiedy wreszcie skończyli kolędować (kto wymyślił takie słowo?), i mogłem odetkać uszy, Pańcia podeszła do naszej klatki.
     Zbliżyłem się do krat, a Szalej nawet nie wyściubił nosa spod półki. Chyba nie mógł otrząsnąć się z szoku - i dobrze, bo JA na szczęście nie mam z tym problemu, a znając naszą Pańcię, na pewno przyniosła coś dobrego. Będzie więcej dla mnie.
     Nie pomyliłem się.
     21:07

     Cooo? Siankooo? A może by tak trawy?
     Pańcia powiedziała że to specjalne sianko. Spod obrusa. Muszę przyznać że wyglądało dosyć apetycznie. Było zielone i ładnie pachniało.
     Ciekawe gdzie leży ten Obrus, może by wysłać tam jeszcze kiedyś Pańcię, niech przywiezie więcej?
     Pańcia powiedziała, że jak zjemy to sianko, to o północy może przemówimy ludzkim głosem...

     25.12. Boże Narodzenie

     00:01

     Nic z tego. Nie odezwałem się ;-)
Copyright © 2008-2010 http://www.swinkimorskie.eu
Webmaster & Design by Gandalf & Karena
statystyka