15.07.08
Jakoś spokojnie się nam ostatnio wiedzie. Jedzonko, mizianko, sprzątanko, spacerek, jedzonko, cóż chcieć więcej od życia? Chcieć, chcieć!!! Wolności mi trzeba.W związku z tym, że jest taki spokój, miałem czas pomyśleć. Opracowałem plan ucieczki. Najpierw stanąłem na tylnych łapkach i wspiąłem się po szczebelkach klatki, żeby zorientować się lepiej w okolicy. No no no, z tej perspektywy widać więcej. Potem dokładnie obejrzałem klatkę dookoła. I okazało się, że w jednym rogu brakuje plastiku, który spaja dwie ściany klatki ze sobą. Pchnąłem nosem szczeble, ruszyły się. Pchnąłem mocniej, ściany zaczęły się od siebie oddalać. Napierałem coraz mocniej, a szczelina pomiędzy ściankami robiła się coraz większa. Gryzłem, stukałem, pchałem! Ach, jak pachniało wolnością! Wołam Joachima. Chodź tu tchórza skórko. A ten mówi, że on nie da rady. Jak nie da rady, jak nie da rady! Skoro ja sam robię sporą szczelinę, to we dwóch zrobimy taką, że takie zgrabne świnki jak my, dadzą radę się wysmyknąć. Przyszedł do mnie, ale tylko udawał, że pomaga. No cóż, będę próbował. Jeszcze raz przemyślę plan działania i wprowadzę niezbędne poprawki.
Zauważyłem, że moje próby ucieczki spotkały się ze słusznym ludzkim zainteresowaniem. No, potrafią docenić wrodzoną inteligencję i nietuzinkową formę działania. Ja uważam, że mój plan ucieczki, to prawdziwy majstersztyk.
Póki nie poprawię planu postanowiłem czyhać na otwarte drzwiczki klatki. Wieczorkiem, gdy pańcia wkładała nam żarełko do miseczki, usiłowałem dać dyla drzwiami. Skurkowana, dobry ma czas reakcji. Ręcznie zaprosiła mnie z powrotem, ale klatka nadal pozostawała otwarta. Wpadłem na pomysł i od razu wprowadziłem go w czyn. Zacząłem ostrzeliwać ją z bobczastej amunicji i żwirku. I dawaj w nią! Tylnymi łapami: PAL! Z półobrotu: PAL! Myślę sobie, pod ostrzałem odsunie się choć trochę, a ja zyskam czas niezbędny do powodzenia planu B. Nic z tego! Ona widać z tych co się ich kula nie ima. No nic, jutro też jest dzień!


