Data ostatniej aktualizacji: 29.07.2010r. flaga_polski flaga_angielska
Joachim

08.07.08

     Ho ho ho, ale się dzisiaj działo! Nic nie zapowiadało takiego dnia, bo aż do jej przyjścia był to dzień, jak co dzień.
     Jak tylko przyszła wpadła do nas i powiedziała, że dziś awansujemy na świnki kuchenne. Bardzo się ucieszyliśmy, cokolwiek by to nie znaczyło, w końcu awans, to awans! Fajnie w tej kuchni, koledzy obok mieszkają i możemy sobie pogadać, wymienić poglądy na wiele tematów. Myśleliśmy, że to na dzisiaj tyle, ale tu się myliliśmy. Pańcia powiedziała, że dziś jest dzień świnek i zabrała kolegów do pokoju aby się wybiegali na torze przeszkód.      
Z tego co się zorientowaliśmy koledzy nie byli zainteresowani bieganiem, w przeciwieństwie do leżenia plackiem na pańci i poddawaniu się głaskom, które powodowały, że rozpłaszczali się coraz bardziej, a dwóch to podobno nawet usnęło.
     Potem przyszła na mnie kolej. Pańcia powiedziała „chodź Białopupku” i wygarnęła mnie z domeczku. Głaskała mnie, głaskała, ale twardy jestem, nie rozwałkowałem się, cały czas byłem czujny, zwarty i gotowy. Potem, pewnie w ramach perwersyjnych pieszczot, macała mnie po uszach twierdząc, że coś tam jest. Co może być na uszach, przecież kolczyków sobie nie zafundowałem? Zajrzała mi w zęby. Co jest do diabła! Czy ja koń jestem, żeby mi w zęby zaglądać?! Stwierdziła, że coś jest nie tak. Matko ty moja, żeby mnie tylko do dentysty nie zaciągnęła, bo po niej się wszystkiego można spodziewać. A potem nadeszło najgorsze, przekręciła mnie do góry kołami! Na szczęście do mojego dołu nie miała zastrzeżeń. Próbowała mnie potem, skubana, przekupić ogórkiem, ale nie ze mną te numery....      
I nadeszła kolej na Joachima.
     Siedziałem sobie spokojnie, jak na kulturalną świnię przystało, a ta mnie złapała i gdzieś poniosła. Pomiędliła moje uszy, obejrzała podwozie i zajrzała w zęby. Czułem się jak na targu niewolników! Ona zszargała moją świńską godność! Jeszcze śmie twierdzić, że moje zęby nie są najpiękniejsze na świecie. Głaskała mnie i głaskała, karmiła z ręki ogóreczkiem, ale co ja pies jestem, żeby się spoufalać?!
     Po tej sesji zaniosła mnie do domeczku mojego ulubionego i postawiła na schodkach, żebym sobie sam wmaszerował, ale niedoczekanie twoje! Zrobiłem unik i dałem dyla. Zacząłem zwiedzać kąty. Zapoznałem się przez szpary w klatce ze Wsteczem, obszedłem parę razy wszystkie „dziury”, ale wolność nie była dana mi na zawsze. Złapała mnie. Pocieszające jest to, że przynajmniej umie się zachować i dała tego ogórka, którego udawałem, że nie chcę.
     Powylegiwaliśmy się z Białopupem wymieniając wrażenia i już mieliśmy udać się na zasłużony odpoczynek, ale jej mało było i zabrała nam klateczkę nasza najmilejszą. Szurała nią, cudowała, ale koniec końców oddała zatankowaną do pełna. Za czysto w niej było, więc postanowiliśmy urządzić ją po swojemu, więc w pierwszej kolejności wysypaliśmy zawartość miski, rozwłóczyliśmy siano i nabobczyliśmy nieco. No teraz czujemy się jak u siebie.
Copyright © 2008-2010 http://www.swinkimorskie.eu
Webmaster & Design by Gandalf & Karena
statystyka