21.07.08
Z samego rana przyszła pańcia i zamiast nakładać maskę na twarz wzięła się za szykowanie koszyka, a potem za mnie. Złapała mnie i wsadziła do tego kosza, włożyła górę jedzenia i picie i uniosła mnie gdzieś. Aaaaa, jadę tym warczącym stworem, pewnie ta kreatura znowu wymyśliła mało przyjemne atrakcje.Kiedy jazda dobiegła końca, porwała kosz ze mną i dalej zasuwać. Cały czas zachodziłem w głowę, gdzie się wybieramy, tym bardziej, że pogoda była małosprzyjająca spacerom, zimno i jakaś woda lała się na łeb. No nie, przyznam jej sprawiedliwość, że mi się nic nie lało, bo od góry rozpostarła jakiś kolorowy dach i owinęła kosz swetrem.
Nareszcie dotarliśmy. Jakieś inne zapachy mnie otoczyły i co najgorsze jakieś obce, ludzkie gęby. A paszli mi stąd!!! Czego się gapisz? Przystojnego prosiaka nie widzieliście? A co ja będę z nimi gadał i odwróciłem się do nich tyłem. Czas mijał. Co i raz pańcia zaglądała, brała na ręce, głaskała, ale jakoś nie czułem się tam pewnie, jak w naszej klateczce najpiękniejszej, poza tym cały czas zastanawiałem się co z Białopupem, co się z nim dzieje, czy wszystko w porządku?
W końcu coś się zmieniło. Ktoś przyszedł. Rozmawiał z pańcią, a potem..... Obca kobieta wzięła mnie i przełożyła do nowego lokum, włożyła też cały mój dobytek i znowu rozpocząłem podróż. Kurde, globtroter się ze mnie robi. Ta podróż była dużo dłuższa od tej porannej, ta obca zaglądała do mnie i gładziła moje futerko, nawet fajnie pachnie. Obca, bo że futerko, to oczywiste.
No, koniec podróży. Obca wyjęła mnie z pudełka, gadając przy tym jak najęta, przytuliła i włożyła do wielkiej klatki. Przyznam, że byłem zaskoczony, więc usiadłem i zacząłem obserwację. Patrzę, a tam siedzi koleś. Rudy, jak ja, tylko kłaki ma jakieś damskie długie. Przedstawiłem się grzecznie, jak na dżentelmena przystało. Rudy też bąknął swoje imię i zwiał do domku. Głupi jakiś chyba, przecież nagruchałem mu tyle, ile wymaga etykieta. Nie rozumiem gościa, ale co mi tam. Pobrykałem po klatce, spożyłem kolację i poszedłem spać. Spałem z Czupurkiem (bo tak się lokator nazywa), okazał się fajnym towarzyszem. Przytulił mnie i tak razem dospaliśmy do rana.


