"Opowieść piąta, czyli znów w drodze"
Minęło parę dni od wizyty u Zielonego. Czułem się już lepiej, choć nadal kichałem. Przynajmniej oczy mogłem otwierać normalnie.- I widzisz, nic mi nie będzie - powiedziałem do Fizi z poczuciem wyższości - Jeśli ludzie też mogą kichać bez konsekwencji, to świnki są bardziej podobne do nich niż koty.
- A żebyś wiedział - mruknęła kotka - słyszałam od Dużych, że nawet takie same rzeczy musicie jeść, żeby być zdrowi.
- No, a jak myślałaś! - byłem dumny, że jestem tak podobny do ludzi.
- Ech, nie przesadzaj - druga kotka, Józia, nie traktowała mnie poważnie - jednak to nas ludzie lepiej rozumieją.
- Bo są leniwi. Jakby im się chciało, to i mnie by rozumieli. Zresztą, powiedziałem im, że się źle czuję, i dotarło.
- Może i masz rację...
Do pokoju weszło Dziecko.
- Cześć, Prezesie. Koty, uciekajcie!
- Masz swoich ludzi! - miauknęły chórem kotki urażonym tonem i wyszły z pokoju, trzymając ogony dumnie wyprostowane. Trochę im tych ogonów zazdrościłem...
- Chodź na ręce - człowiek otworzył klatkę i sięgnął po mnie. Nie pozwolę się tak łapać! Zacząłem uciekać, po chwili wpadłem do domku. Człowiek, nie zniechęcony, podniósł go i wyciągnął rękę. A masz! - uderzyłem go zębami.
- Au! Co ty robisz? - jęknęło Dziecko, ale i tak złapał mnie i wyjęło z klatki.
- Mamo, on gryzie!
- Właśnie, on chyba nie pasuje do nas charakterem - powiedziała Kobieta. - Może jednak go oddać? Znam kogoś, kto nas na niego namówił...
Oddać? Mnie? Jak tak można! Jak jakiś przedmiot?
Następnego dnia ludzie weszli do pokoju zaaferowani. Oprócz Kobiety i Dziecka był też Mężczyzna. Kobieta niosła jakieś pudełko, z którego dolatywał interesujący zapach.
- Mówię Ci, że on ma wredny charakter. Nie daję sobie rady.
- Co, chłopak ma swoje zdanie? Niech będzie, ja Was namówiłem, to i ja go wezmę.
To o mnie? Mężczyzna ma mnie wziąć? Ja go nie znam! A jak nie będzie o mnie dbał?
- Pożegnaj się z Prezesem - powiedziała kobieta do Dziecka.
- Mamo, poznajmy go z Rosi!
- Z Rosi? Czy to dobry pomysł?
- Można - wtrącił się Mężczyzna - Tylko trzeba pilnować, żeby do niczego nie doszło.
O czym oni mówią? Co to znaczy Rosi?
Dziecko schyliło się nad klatką - Choć, Prezesie - złapało mnie i wyjęło z mojego domu. Wylądowałem na kolanach. Zapach, który czułem wcześniej, narastał. Po chwili zobaczyłem jego źródło - to była śliczna dziewczynka! Więc to jest Rosi!
- Cześc, mała! - kwiknąłem. - Nazywają mnie Prezes, a Ciebie?
Ślicznotka milczała. Zacząłem biegać dookoła niej, cały czas ją zagadując.
- Słuchaj, skąd jesteś? Ja ze sklepu. Ty też? Masz niezłą fryzurę!
Rzeczywiście, miała. Na takie włosy ludzie mówili rozetka. Rosły we wszystkie strony, nie tak, jak u mnie.
Po krótkim czasie Mężczyzna złapał mnie i schował do transportera.
- Chodź, Prezesie. Jedziemy do domu.
Do domu? Przecież z domu mnie zabiera! W ogóle jakim prawem tak mną pomiatają? Tak nie można! Jestem w końcu osobą!
Ludzie oczywiście nie przejęli się moimi protestami. Nigdy się nie przejmują i rzadko rozumieją, o co chodzi.
- Tylko pamiętaj, że pojutrze ma wizytę kontrolną - powiedziała Kobieta.
- Dobrze. Gdzie to jest?...
Dalej nie słuchałem. Byłem zbyt zdenerwowany. Jak tak można traktować świnkę? Wyszliśmy z mieszkania i wsiedliśmy do samochodu. Znowu samochód. Mam nadzieję, że tym razem nie będą mnie kłuć...


