Data ostatniej aktualizacji: 29.07.2010r. flaga_polski flaga_angielska
Bercik

"Opowieść druga, czyli co ze mną będzie?"

     Od mojego przybycia do sklepu minęło trochę czasu. Nie wiem, ile dni – światło tu było dziwne, paliło się słabiej lub mocniej bez przerwy.
     Poznałem resztę świnek – Jasnego Trikolora, Ciemnego Trikolora, Rudego, Jasnego Rozeta i Ciemnego Rozeta. Wszyscy byli trochę starsi ode mnie i wszyscy bali się Brunnera. Mieli powód – był dwa razy większy od nas.
     Sklepowi ludzie dawali nam codziennie jedzenie – smaczne ziarna i ciasteczka. Dostawaliśmy też sałatę – mmm, bardzo smaczną sałatę! Woda też była, w miseczce, do której wiecznie wpadały trociny i brykiety, którymi wyłożony był wybieg. Czasem ludzie dokładali siano, czyli moje ulubione jedzenie i domek zarazem.
     - Słuchajcie, czemu my właściwie dajemy się ganiać Brunnerowi? – spytałem pewnego dnia Jasnego Rozeta. – Zastanawiałem się, i myślę, że razem możemy go pokonać.
     - Daj spokój, Aguti – odpowiedział Jasny – Przecież takie są zasady – on jest duży, więc on rządzi.
     - Ale on jest sam, a nas sześciu. Razem damy mu radę.
     - Razem? Daj spokój, nic nie będziemy razem robić. Świnki tak nie działają. Zresztą – jeśli pokonamy go razem, to kto będzie rządził?
     Tak, o tym nie pomyślałem. Musi być jeden przywódca. Najlepiej ja. Tylko jak pokonać dwa razy większego konkurenta?
     - No, co się gapisz – zły na siebie, musiałem odreagować, a Czarny, jeden z królików, był pod łapą.
     - Cooo? – spytał, patrząc tym króliczym, nic nie wyrażającym wzrokiem.
     - Uciekaj! – zaterkotałem, kręcąc zadem i pusząc się. Każda świnka na ten widok wiedziała, że jestem zły, ale króliki nie rozumiały naszego języka.
     - Cooo? - spytał znowu Czarny.
     - Zjeżdżaj stąd! - teraz już zacząłem uderzać zębami o zęby. Dawałem wyraźny znak, że będę gryzł, ale do Czarnego oczywiście nic nie docierało. Popatrzył na mnie i zabrał się do żucia siana.
     - A masz! – ryknąłem, doprowadzony do szału, i uderzyłem z całej siły pyszczkiem w jego bok.
     - Au! Co jest? – jęknął i odskoczył w bok.
     - Uciekaj! No już! Wrzeszczałem.
     Czarny spojrzał na mnie wyraźnie urażony i odkicał kawałek, żeby znów zająć się sianem.
Przegoniłem go! A jest większy ode mnie! To może i Brunnera przegonię! I zostanę szefem!
     Zacząłem biegać nerwowo w poszukiwaniu Brunnera. Zaraz go znalazłem, właśnie dominował obu Trikolorów.
     - Brunner! Chodź tu! – kwiknąłem.
     - Zajęty jestem, Aguti, daj mi spokój!
     - Nie dam!
     - Odczep się! – Brunner ruszył na mnie z terkotem.
     - Nie wystraszysz mnie! – zaterkotałem i od razu uderzyłem go pyszczkiem w pysk.
     - Au! No co ty! – kwiknął urażony.
     - Uciekaj! – zaterkotałem tryumfalnie i uderzyłem jeszcze raz.
     - Zostaw mnie! – zakwiczał Brunner i odbiegł kawałek.
Wygrałem! Pogoniłem szefa!
     Nagle zauważyłem, że nad wybiegiem stoi trójka przejściowych ludzi i wyraźnie mi się przygląda. O co im chodziło?
     - I jak, co myślicie? Ładna świnka, i z charakterem – powiedział jeden z nich, z odrobiną futra na pysku.
     - Bardzo ładna, ale na co nam świnka morska? Chomików i kotów nie starczy? – spytał inny, z jasnym futrem na głowie.
     - Mamo, ale ta świnka mi się podoba, chcę ją! – najmłodszy człowiek miał chyba na myśli mnie!
     - A będziesz się nią zajmować? Mamy już tyle zwierząt…
     - Będę! Obiecuję!
     - No już, pomyślimy – podsumował ten z futrem, po czym wszyscy odeszli.
      Przejściowi się mną interesują, pomyślałem, o co chodzi?
     Za chwilę przejściowi wrócili z jednym ze sklepowych.
     - Ta rudobrązowa świnka, to samiczka?
     - Sprawdzimy – odpowiedział sklepowy i sięgnął w dół, w moją stronę.
     O nie, nikt mnie nie będzie podnosił! Zacząłem uciekać, wpadając na świnki i króliki. Niestety, człowiek wkrótce przyparł mnie do ściany, złapał, podniósł i odwrócił na plecy.
     - Samiec.
     - Szkoda, wolelibyśmy samiczkę – powiedział ten z jasnym futrem.
     - Daj spokój, jest wyjątkowo ładny. Weźmy go – odpowiedział ten z owłosionym pyskiem.
     - Mamo, ja już nie chcę samiczki! Ja chcę samczyka! – zapiszczał najmłodszy człowiek.
     - No dobrze, skoro się upieracie… Weźmiemy tę świnkę, razem z klatką i jedzeniem oczywiście.
     Sklepowy odłożył mnie znowu na wybieg.
     - Chłopaki, wyjeżdżam! Przejściowi mnie zabierają! – kwiczałem podniecony.
     - Gdzie wyjeżdżasz? – moi rówieśnicy natychmiast zebrali się przy mnie.
     - Nie wiem jeszcze, ale wyjeżdżam! Nareszcie!
     - Powodzenia, mały – Brunner też do mnie podszedł – I gratuluję. Nikt mnie jeszcze nie przegonił. Mówię ci, będziesz najsłynniejszą świnką świata.
     - No jasne! – kwiknąłem. I to były moje słowa pożegnalne – sklepowy złapał mnie i wsadził do jakiegoś ciasnego, ciemnego pomieszczenia.
     - Protestuję! Tak nie można! – krzyczałem.
Oczywiście nic to nie pomogło. Ciemno, ciasno… Dobrze chociaż, że jest sianko. Ale co dalej? Co się ze mną stanie? Nagle perspektywa wyjazdu przestała być tak atrakcyjna…
Copyright © 2008-2010 http://www.swinkimorskie.eu
Webmaster & Design by Gandalf & Karena
statystyka