"Opowieść trzynasta, czyli rozmowy wieczorową porą"
- No i co, będą kłuć, tak? - Bolek od razu mnie zaatakował - Będzie bardzo bolało, co!? - No, może to inny Zielony? - próbowałem coś wymyślić na poczekaniu - Mężczyzna mówił, że to inna Lecznica, to i Zielony pewnie inny - rzeczywiście, pachniał troszkę inaczej, niż kiedyś... ale to było tak dawno, może nie zapamiętałem?- Dobrze, dobrze, mówiłeś, że oni wszyscy tak robią - Bolek nie dał się przekonać. W dodatku w ogóle nie wyglądał na wystraszonego. Ta wycieczka tak na niego wpłynęła?
- Bo robią! Widać dla ciebie zrobili wyjątek, byłeś tu pierwszy raz! - starałem się zachować twarz.
- Czekaj - Boluś nagle się zamyślił - Ale ja już kiedyś widziałem takiego Zielonego... W sklepie...
- W sklepie? A wiesz i mi się coś przypomina... - ja też zacząłem intensywnie myśleć - Był taki jeden. Raz przyszedł. Brał każdego na ręce, oglądał, wykręcał głową w dół... Brr... - To było koszmarne wspomnienie. Pamiętałem, że wszyscy wtedy krzyczeliśmy ze strachu.
- Oj, tak... - jęknął Bolek - To było straszne. A mnie nawet wyrwał trochę futra... I jeszcze mówił, że to moja wina, bo uciekałem...
- Łobuz - mruknąłem pod nosem. - Ale ci teraz, to jacyś inni, prawda? Traktują nas z szacunkiem, nic nie wyrywają - dodałem głośno.
- Tylko kłują, tak? - mój kolega nie wytrzymał, musiał się wyzłośliwić.
- Już mówiłem - zezłościłem się nagle, że wraca do tego drażliwego tematu - Ciebie nie kłuł, bo byłeś u niego pierwszy raz! A ja byłem już kilka razy, i kłuł! - Zdenerwowany, ruszyłem na Bolka, terkocąc zawzięcie.
- Oj! - pisnął, chowając się w siano. Do końca podróży miałem spokój. I zjadłem większość jego kryjówki.
- No dobrze chłopcy, wyskakujcie! - powiedział Człowiek, otwierając transporter. Wspiąłem się na krawędź i zobaczyłem wnętrze klatki. Transporter stał wewnątrz niej. Podciągnąłem się i za chwilę stałem na ściółce. Rozejrzałem się - wszystko było na miejscu. Podreptałem do miski i zająłem się jej zawartością. Boluś się nie pojawiał, zdaje się, że na wszelki wypadek nie wyszedł jeszcze z transportera. Dotarło do mnie, że Człowiek narzekał, że musi go wyjąć. No tak, nowy nadal nie wie, jak się zachowywać...
Kiedy pojadłem i popiłem, poszedłem odpocząć do domku. Oczywiście zajmował go Bolek, udający, że go nie ma. Musiałem go wygonić.
- Idź stąd! - zaterkotałem - No już!
- Zostaw mnie! Boję się! - Boluś żałośnie zakwiczał.
- Zjeżdżaj! - w końcu jednak Bolek wyskoczył na zewnątrz. Ułożyłem się wygodnie.
- Słuchaj, czego Ty się właściwie tak boisz? - spytałem - Ciągle tylko się chowasz. No, poza rozmową w transporterze...
- No, tego... - Boluś wyraźnie się zawstydził - W sumie to świata...
- Świata ? - tym mnie zaskoczył - Ale czemu świata? To bardzo miłe miejsce, masz jedzenia do woli, spacerujesz, ludzie Ci sprzątają...
- Bercik, kiedy Ty opuściłeś sklep?
- No, ten tego... - to było tak dawno, że zapomniałem - Chyba z pół roku temu...
- To już zapomniałeś, jak tam jest. Nie ma takiego jedzenia jak tu, nie sprzątają tak często, no i Brunner...
A tak, Brunner. Rzeczywiście, po takich przejściach można bać się świata.
- No dobrze, ale Ty się boisz niemal wszystkiego. A najbardziej ludzi.
- A co, mam ich lubić? Łapią cię parę razy dziennie, oglądają na wszystkie strony, szczypią... A najgorsi są ci mali, no, jak im tam...
- Dzieci? - podsunąłem.
- Tak, dzieci. Ciągną za futro, wtykają palce do uszu...
- Ale tu przecież masz spokój, dobre jedzenie, nikt Cię za nic nie ciąga...
- A jak długo tak będzie? Skąd wiesz, że to się kiedyś nie zmieni? Albo nie wrócimy do sklepu? - Boluś się bardzo zdenerwował, widać oczami wyobraźni widział powrót do Brunnera - I jeszcze te psy! Nie słyszałeś, że ludzie dają świnki wężom do jedzenia? A psy też jedzą mięso, może nas hodują tu na obiad dla nich... - Bolek niemal płakał ze strachu.
- Nie wygłupiaj się, jakby chcieli, to już by mnie nie było - burknąłem - Poza tym rozmawiałem z nimi, nic o jedzeniu nas nie mówiły.
- Może kłamią, żebyśmy nie uciekli... - wyobraźnia podsuwała Bolkowi coraz dziwniejsze wizje.
- Och, przestań już! Mam tego dosyć! - nie wytrzymałem i wyskoczyłem z domku - Właź i się zamknij!
Kiedy Boluś wpadł do środka, ja wskoczyłem na dach. Ułożyłem się wygodnie do snu, myśląc o tym, co mówił Bolek. Chłopak ma bujną wyobraźnię i koszmarnie się boi ludzi. Trzeba go będzie jakoś uspokoić, przekonać... ale to jutro...


