"Opowieść dziesiąta, czyli Wielki Huk?"
Od Wigilii minęło już trochę czasu, ale ten wielki patyk do gryzienia zwany choinką nadal stał w klatce Mężczyzny. Był tylko mniej zielony, a te dziwne, przypominające włosy, kreseczki nadające mu kolor leżały pod nim. Człowiek często je sprzątał, wyraźnie nie chciał, żebym się do nich dobrał. Oczywiście, nie mógł temu zapobiec, za dużo ich było. Jednak po obwąchaniu odeszła mi ochota na bliższy z nimi kontakt. Pachniały jakoś tak dziwnie i mocno. To nie dla mnie...- Bercik, wiesz, co będzie jutro? - spytała Rumba. Była bardzo spokojnym psem i często zostawała w tej samej ludzkiej klatce, kiedy wychodziłem na spacery.
- A co ma być? Dzień, jak co dzień - odpowiedziałem.
- Właśnie nie jak co dzień. Jutro jest Sylwester. Chyba wiesz, co nas czeka?
- A niby co ma czekać? - powoli narastało we mnie zaciekawienie. Ten Sylwester to widać jakiś specjalny dzień, może taki jak wigilia? To może dlatego choinka nadal stoi?
- Ludzie tego dnia dziwnie się zachowują. A właściwie to już w nocy. Bardzo długo nie śpią, prawie przez całą noc... Ale to nic, najgorszy jest Wielki Huk... - Rumba była wyraźnie poruszona.
- Jaki znów Huk? O czym mówisz?
- A... nie wiesz... Może dla Ciebie i lepiej... - Rumba wyszła, chowając ogon pod siebie, co było jasnym znakiem, że czegoś się boi. Nie miałem pojęcia, czego. Może Mela mi to wyjaśni?
Mela przyszła już po tym, jak wróciłem do klatki. Podobnie jak Rumba, wyglądała na przejętą.
- Opowiesz mi o Sylwestrze? - spytałem.
- Tego nie da się opowiedzieć - to trzeba przeżyć. Sam zobaczysz.
- No nie bądź taka, co to za dziwna noc? I ten Wielki Huk?
- A, o to Ci chodzi... Sama nie wiem, co to dokładnie jest. Od rana słychać huki, nawet nie można spokojnie pospacerować. Potem, im bliżej północy, tym gorzej, a o północy jest strasznie. Nie wiadomo, gdzie się schować... Jeden wielki hałas, i jakieś błyski, jak burza, tylko znacznie silniejsze...
- Jeśli to jak burza, to czego się bać? widziałem, że burze są na zewnątrz, a tu, w klatkach, jest ciepło i sucho.
- Zobaczysz, czego się bać... Jeszcze zobaczysz...
No, jak zobaczę, to zobaczę. To... zobaczymy.
Noc minęła spokojnie. Od rana rzeczywiście, co jakiś czas słychać było jakby grzmoty. Miłe to nie było, ale żeby od razu się bać?
Zapadł zmrok. Psy w ogóle nie wchodziły do klatki Mężczyzny. Ten z kolei był podejrzanie troskliwy, ciągle podchodził do mnie i pytał, jak się czuję. To gadanie przeszkadzało mi przy jedzeniu, czy ludzie nie mają za grosz wychowania?
Zapadła noc, Mężczyzna gdzieś poszedł, ale nie zgasił światła. Zza okien grzmiało coraz częściej, pojawiły się błyski. Na razie zwykła burza, może tylko huki częstsze niż powinny...
Nagle coś gruchnęło, potwornie głośno i blisko! Na wszelki wypadek wskoczyłem do domku. Do ludzkiej klatki wpadła Rumba i schowała się w kąt.
- Nie ma mnie, nie ma mnie! - popiskiwała. Też coś! Tak się bać? Z drugiej strony, ona nie ma domku, może to normalne u psów?
Huki i błyski trwały, ale nic poza tym się nie działo. Wyszedłem z domku, podjadłem przed snem i ułożyłem się wygodnie na sianie. Może się zdrzemnę? W końcu co mam robić?
Obudziłem się rano. Nie było marchewki! Jak tak można! Huk hukiem, ale porządek musi być! Natychmiast zacząłem krzyczeć - Jeść! Gdzie marchew??? Głodny jestem!!!
Niestety, ludzie się nie zjawiali. Weszła za to Fila.
- Ucisz się, spać nie można! Już i tak noc miałam z głowy, a teraz jeszcze ty!
- Głodny jestem! Gdzie są ludzie?
- Śpią jeszcze. Dziś będą spać dłużej. Będziesz musiał wytrzymać.
Umilkłem i usiadłem koło miski. Na razie to, co w niej jest wystarczy, ale na jak długo?
Solidnie już zgłodniałem, zanim pojawił się Mężczyzna z marchewką.
- Przepraszam, Berciku, że tak późno. Proszę.- podał mi ją przez pręty. Chrupiąc, słuchałem jednym uchem tego, co mówił. To były mało ważne pytania, jak zniosłem noc. A jak miałem znieść, chyba widać?
Nagle zdrętwiałem. Usłyszałem słowa, których się kompletnie nie spodziewałem.
- Chyba pora, żebyś dostał kolegę.
Kolegę? Będę miał prawdziwego kolegę? Świnkowego? To cudownie! Zaraz... A jeśli będzie silniejszy niż ja? Jeśli nie będzie chciał mnie słuchać? Kto wie, co będzie?


