Kilka minut z życia chłopców...czyli nowinki mojej świnki, a nawet świnek dwóch :-)
23.01.09 r.Szafir szybko wskoczył do klatki. Widać było po nim, że jest zdziwiony zmianą "dywanu". Zazwyczaj było twardo, zimno, a teraz? Mięciutko, ciepło. Pomyślał:
- Prędko zaznaczę teren, aby nikt nie przywłaszczył sobie mojego super miejsca! Lecz nie minęło parę minut, a w klatce wylądował Grafit, który zrobił to samo, co jego bardziej szalony kolega.
Chłopcy tak bardzo zachwycali się miękkimi trocinami pod ich łapkami, że nie zauważyli misek pełnych jedzenia i fury siana. Dopiero po chwili świnki przypomniały sobie, że przecież ciągle są głodne i wciąż muszą mieć coś w pyszczkach. Wzięły się więc nieśmiało do jedzenia, widać było po nich, że dalej są podekscytowani faktem nowego podłoża klatki. A w nagrodę za dobre zachowanie chłopcy dostali kolbę.
Po niedługim czasie ręce pani zaczęły grzebać w klatce w celu wydobycia z niej czegoś lub też kogoś możliwego do pogłaskania i przytulenia się.
No i znalazły... Mnie, Grafita. Jestem dość nieśmiałym prosiaczkiem, więc nie dałem się łatwo złapać.
Najpierw Magda, bo tak ma na imię moja opiekunka (nie sądzicie, że trochę dziwnie?), nosiła mnie na rękach, głaskała. Miałem nadzieję, że to się szybko skończy, i...? Moje modły zostały wysłuchane!
Pani położyła mnie na łóżku, na mięciutkiej, ciepłej pierzynie. Cóż za rozkosz! Oczywiście od razu ułożyłem się i domagałem głaskania.
Po paru minutach pani zaczęła mi świecić po oczach lampą błyskową, no ale czego się nie robi dla głasków? Brakowało tylko jedzenia... I właśnie dlatego, że Magda nie dała mi niczego pysznego do schrupania zsikałem jej się na łóżko.
A co, niech ma za swoje! Lecz chyba nie spodobało się to pani, bo od razu zaniosła mnie do klatki, szkoda, było tak miło...
Ale dużo nie straciłem, u nas w domku też było miękko i ciepło, a w dodatku można było coś zjeść. A, i mieliśmy z Szafirem wielkie szczęście, że dziś ominęła nas ta okropna witamina C. Fuuuj!


