"Marzenia się spełniają..."
Dawno, dawno temu, w niedostępnej dla ludzi krainie, było małe królestwo pięknych, słodkich zwierzątek, świnek morskich. Wszystkie żyły w dostatku, bez zła i chorób.Państwem rządziły dwie angorki. Miały one syna. Nazywał się Lord Kudły. Bardzo się nudził na zamku i chciał coś w końcu zmienić w swoim życiu, lecz nie wiedział, jak się do tego zabrać.
Kiedy tak rozmyślał, dostał straszne wieści. Jego ojciec zmarł ze starości. Było to okropne przeżycie, bo chociaż był już dorosły, jednocześnie był bardzo przywiązany do taty.
Tej nocy nie mógł zasnąć. Zachciało mu się poczytać. Wziął z półki "Baśń o zaginionej wróżce". Kiedy czytał, jego uwagę przykuły słowa: "Magiczna wróżka mieszka tam, gdzie nie dotrze żadna istota o sercu brudnym, skażonym złem i grzechem tego świata." Pomyślał, że gdyby ją odnalazł, mógłby poprosić, aby był szczęśliwy z całą rodziną. Nie byłoby żadnych podwładnych, planów dnia tylko to, na co miałby ochotę!!!
Postanowił wyruszyć następnego dnia. Spakował się, a walizki włożył pod łóżko ze szczerego złota. Rankiem zjadł śniadanie, pożegnał się z mamą, która zapłakana chciała go jeszcze przez chwilę mieć przy sobie. Dała mu mały amulecik, który przypomni mu o rodzinie, kiedy będzie się bał. I... wyruszył!
Szedł wpatrzony w tekst książki, aż natrafił na wyjście. Przy bramie zawahał się. Nie wiedział, co go czeka po drugiej stronie. Żadna świnka nie wróciła z wyprawy. Przeraził się. I to bardzo... Bał się, że wszystko się skończy, pryśnie jak mydlana bańka. Mimo to Lord Kudły przełamał strach.
Bardzo długo wędrował. Po wielu dniach tułaczki, skończyło mu się jedzenie. Na szczęście spotkał kupca, Teodora. Mógł kupić u niego jedzenie, tylko niestety, nie miał za co. Z ciężkim sercem oddał mu amulet. Łańcuszek, który mu pozostał, zawiesił na szyi. Na pół szczęśliwy i smutny, ruszył dalej.
Powoli nastawały zimne dni. Nadchodziła jesień. W swoich rupieciach, które taszczył, miał kurtkę. Może nie była piękna, ale dawała ciepło i to się liczyło. Powoli już tracił na wszystko nadzieję. Myślał o tych słowach: "...gdzie nie dotrze żadna istota o sercu brudnym, skażonym złem i grzechem tego świata." Nie mógł ich pojąć. Pytał każdą napotkaną świnkę, czy to rozumie. Wszystkie go wyśmiewały, że wierzy w bajki. Zrobiło mu się smutno. Po chwili, gdy się zastanowił, zaczął płakać. Pomyślał, że jest naiwny i nie zasługuje na tytuł Lorda. Zostało mu jedynie imię - Kudły.
Miał dość takiego życia! Mówił: To nie jest fair!! Miało być inaczej!!! Lecz w końcu przestał płakać, nawet narzekać. Zamknął się w sobie.
Któregoś dnia zaczął padać śnieg. Nasz mały bohater nigdy go nie widział, w jego królestwie nie padał śnieg. Był czysty jak łza. Niczym jego serce. Bez grzechu, nie skażone złem świata... Kiedy spał, coś go obudziło. Wstał i zobaczył Wróżkę. Popatrzył na nią czarnymi błyszczącymi oczkami Powiedziała mu, że niedługo zobaczy ojca i mamę, która zmarła ze strachu o syna. Wtedy zasmucił się i zasnął.
Kiedy obudził się rano, czuł się dziwnie. Był jakiś lekki. Popatrzył w dół. Zobaczył swoje zamarznięte ciałko pokryte śniegiem i lodem. Lecz on go już nie czuł. Przypomniał sobie sen, sen o wróżce. Teraz zrozumiał te słowa. To miejsce z baśni, to niebo. Nie wejdzie nikt o sercu brudnym, skażonym złem i grzechem tego świata. Zła świnka nigdy tam nie pójdzie, a Kudły miał szczytny cel. Chciał znów żyć z całą rodziną.
Po kilku dniach jacyś kupcy znaleźli jego zimne, biedne ciałko. Dziwili się, dlaczego na twarzy jest szczęśliwy. Wykopali mały dołek i włożyli go. Usypali małą górkę wbili kwiat i położyli łańcuszek, który był własnością Lorda. Znaleźli go na drodze niedaleko stąd.
Wtedy na grobie rozbłysło światło, jak tysiące świeczek. Zobaczyli tylko ducha świnki lecącego do nieba. Nic już nie czuł prócz radości, szczęścia.
W niebie spotkał rodziców. Byli tacy szczęśliwi!! Rzucili się na siebie z uściskami. To było piękne! Płakali, ale już ze szczęścia, nie ze smutku. Spotkali także znajomych, przyjaciół i resztę rodziny. Co to było za życie! Żadnych, rozkazów, zakazów. Raj! Czasami, gdy tak patrzył na ziemię, płakał. Rodzice go pocieszali. Było mu tu dobrze, lecz inni zostali tam na dole, w swoim domu. Chciał się z nimi bawić, śmiać. Mama mu zawsze mówiła, że się spotkają. Wierzył w to, lecz miał wątpliwości. Oni nie byli tacy jak on. Czasami dokuczali komuś, ale byli dobrzy. Zawsze przepraszali i próbowali to naprawić.
Mijały miesiące. Coraz to nowi przyjaciele ze starego życia zjawiali się tutaj. Stare królestwo przestawało istnieć z powodu ludzi, którzy nim zawładnęli. Lecz na górze było im dobrze. Jego marzenie się spełniło!!!


