seledynko.wiesz co brałam je na ręce do normalnych ogledzin , ot chociażby po to aby zważyć maluchy i pooglądac czy ok , oczywiście czas tego przetrzymywania skracałam do niezbędnego minimum. Jednego jestem pewna, świnkowa mama jest tak troskliwą , (umiejącą świetnie liczyć),cierpliwą , ciepłą , mamą że powinna służyć jako przykład nawet niektórym mamom ludzkim.
Gdy tylko wyjęłam któregoś malucha ( a wyciągałam je pojedynczo) zaraz wzniecała gwałt , gwizdała , biegała w popłochu , wszystkie pozostałe zbierała w kupkę koło siebie , a jak tylko wyciągniętego malucha oddałam, to od razu go popychała ryjkiem w swoim kierunku pod cycucha- to było niesamowite , żadnych prób odrzucenia nie zauważyłam. Myślę że kluczowa rolę stanowi tutaj nasz zapach. Myślę że świnki świetnie rozrózniają kto podchodzi do ich klatki dzięki węchowi . Być może , gdyby malucha wzięła na ręce obca osoba a później mama świnka by to wyczuła ,to może by malca odrzuciła, choć też nie chce mi się w to wierzyć.Mama świnka czasem nie ma kiedy sama skubnąć jedzenia , bo najpierw myśli o swoich rozczochrańcach i jak piją mleko to siedzi wsparta na przednich łapkach robiąc łuk z grzbietu aby maluchy mogły się napić do woli, i tak trwa jak egipski posąg parę dobrych minut .Jesli młode do wykarmienia są dwa to spoko ale jeśli są cztery jak u nas to czas karmienia się wydłuża bo kolejne dwa głodomory napierają na cycuchy.
To jest niesamowita więź , sama się niespodziewałam jak wielka.
