No to sielanka się skończyła. Wczoraj na spacerku
Duduś i Maślana z niewiadomych powodów pogryzły się na całego, do tego stopnia, że o godzinie 20 jechałam na ostry dyżur do weta pozszywać Maślanę. Całą dolną powiekę miał przeciętą na 2 części. Cud, że oko całe. Weterynarz po oglądnieciu i wygoleniu tej okolicy (ale sie bałam o oko podczas strzyżenia) stwierdził, że bez szycia się nie obędzie. Zszył go na "żywca"- bez narkozy, ale Maślana nawet nie pisnął, nawet nie próbował się wyrwać. Dostał też jakiś zastrzyk. Przy okazji wzięłam Czesia, bo mu noga łysieje. Wet zaczął mu skrobać tę nogą, żeby posiew zrobić. Jak Czasio wrzeszczał, nie wiedziałam, że świnie mają aż taką "skalę"

. Też dostał jakiś zastrzyk, pewnie profilaktycznie

. Teraz mam jeździć z Maślaną do weta codziennie na kontrole i na zastrzyk i wkrapiam mu Gentamicin do oczka. Biedaczek, ale jestem dumna z niego, że tak "mężnie" zniósł szycie i całe to badanie.
Wklejam zdjęcie, na którym jest trochę widoczne szycie, a żółta plama na nosku to posmarowana lekiem odkażającym inna rana
