Dezynfekowałam klatki na dworze takim cudem, co to wszystko zabija , nawet wirusy osłonione w tym HIV, i sąsiadka mi się pyta co tak szaleję. Ja jej mówię o tych muchach , a ona mi , że miała białe glizdy w zeszłym roku w klatce chomików. Pod ściółką na samym dnie kuwety - grube, kremowe poczwary przemieszane z brązowymi "jajeczkami", wyglądającymi trochę jak mysie odchody , tylko większe i właśnie po tym się zorientowała, że coś jest nie tak. Czyściła kuwetę i w rogu klatki jak jest kant , to został jej jeden "bobelek" chomika, więc wzięła go w palce żeby wyrzucić , a on jej strzelił i wypłynęła ze środka jakaś jasna maż. Nie wiedziała co się dzieje , myślała wpierw, że to stare ziarno spęczniało i tak pękło bo chomiki zostawiają takie rzeczy w spiżarni. Zajrzała do worka ze starą ściółką do wyrzucenia, a tam glizdy i pełno tych brązowych kokonów! I to wszystko znajdowało się na samym spodzie bo na wierzchu nic nie było podejrzanego nawet.
Żadnemu chomikowi niby nic się nie stało po tym , ale sam fakt. No i to oznacza, że skoro stało się sąsiadce to to może być i u mnie.
Potem się rozkręciła i zaczęła mi o pijaku jeszcze opowiadać , co to mu niby na nogach muchy się zaczęły wylęgać

To już w ogóle jakiś obłęd

i szczegóły mogła sobie darować

...np. że te nogi to on miał całe czarne ale murzynem nie był
U mnie panika w domu, a moje są przecież zwierzętami domowymi i nie mieszkają na dworze. Są często kąpane, Misza notorycznie strzyżona i tak dalej. Poidła przed każdym napełnieniem szorowane pałeczkami do uszu wewnątrz ustnika , co mało kto robi. Nawet uszy im czyszczę regularnie oliwką i płatkiem kosmetycznym, a tu takie coś... Po prostu afera. Nawet pies jest teraz pod czujną obserwacją i ma tyłek sprawdzany, i szorowany , że aż czerwony.
My niestety mamy kontenery pod oknami w odległości 2 m, a to parter jest... ciekawostek i atrakcji tu pełno przez to :[ A muchy we wszystkich kolorach tęczy tu występują.
Nawet świnki do ogródka już nie wychodzą, bo zauważyłam wczoraj , że tam też grasują ślimaki bez skorup i razem ze śluzem zostawiają choroby. Poza tym tam ta sroka siedziała , a nie wiadomo dlaczego taka duża już i nie lata. Dlatego świnki tam nie będą chodzić aż to wszystko się nie wypłucze.
Także dmucham na zimne we wszystkim.
Moje świnki już dawno wygolone w miejscach bikini i dobrze wyszorowane.
Strasznie się nacierpiały, doznały przy tym uszczerbku na nerwach

No i zostałam oczywiście pogryziona przez rozzłoszczone siostrunie aby tradycji stało się zadość.
Ale jutro znów oględziny i mycie. Jeszcze są w niewiedzy co je czeka.
Nawet pana Czikę sprawdziłam z każdej strony po 100 razy , miał naciągany tyłek wzdłuż i wszerz. Był bardzo zdziwiony , nie widział o co chodzi , skąd ta panika

U samczyków łatwo się sprawdza wgłąb, u samiczek niestety to inaczej wygląda

nie widać za bardzo co siedzi tam w zakamarkach.
Naprawdę mam stresa i traktuję to poważnie.
Post może straszny ale z życia wzięty

Wieści wprost z kliniki Akademickiej , no i wieści podwórkowe
( te ostatnie zawsze najciekawsze

)
Ta wetka uratowała tylko jedną świnkę z larwami much , ale wygoli jej włosy aż do karku i nacierali całą czymś śmierdzącym. I tak ją uratowali. Ale też miała niby w odbycie , więc nie mam pojęcia po co ją nacierali... nie pytałam już

Inne świnki i koty miały mniej szczęścia... w każdym razie robaki nie wychodziły na zewnątrz , tylko właziły w głąb i chyba stadium już było zaawansowane.

Tak czy siak mówiła, że usypiała. Co to za cios stracić w taki sposób zwierzaka. Aż się nie chce wierzyć, że nie da się nic z tym zrobić. XXI wiek i nie ma siły na muchę... O_O Ja naprawdę robiłam wytrzeszcz jak tego słuchałam, że weterynarze załamywali ręce.
Z królikami było lepiej bo właśnie to co pisałam wcześniej - te larwy usuwali im tylko z okolic pup, z włosów.
A ten wyżeł to był pies domowy, normalnie w bloku mieszkał. I to u wykształconych ludzi i oni na pewno o niego dbali, wypieszczony piesek rodowodowy , a ta babka to przecież lekarka i też niczego nie podejrzewała.

Tak mi go żal.
Wetka mówiła mi jeszcze o strasznych chorobach roznoszonych przez komary na króliki, ale niestety nie zapamiętałam tych dziwnych nazw. Na królikach się nie znam, więc to mi obce.
Dzięki Kimerka, to już zawsze coś więcej informacji bo mało o tym wiadomo, a to przecież JEST. I to tak blisko i nigdy o tym nie myślałam, dowiedziałam się dopiero wczoraj, że w ogóle coś takiego istnieje. Ale chociaż wiadomo o tych pękających kokonach żeby na to patrzeć i coś słyszałam ale nie wiem od kogo, że odbyt jest powiększony - ale to też może nie być zawsze i nie u każdego ten objaw. Poza tym inne objawy świnka ukrywa. Misza miała biały nalot w kroku i z tym właśnie poleciałam do przychodni , a wyszłam jakbym dostała obuchem w łeb.
Moje zwierzaki nie mają nic powiększone, jedzą, nie drapią kuprów. Będę warować.
Zawsze darowałam owadom życie poza komarami i kleszczami. Nawet karaluchy brałam w słoik i wypuszczałam bo życie jest życiem , nie ważne że to owadzie - głupia ja!!!

Teraz będę TĘPIĆ

Będę z laczkiem do upadłego biegać i nie ma litości.
Zawsze myślałam, że tego typu akcje to tylko na horrorach ... glizdy wychodzące z oczu i uszu... a to jest naprawdę. Teraz higiena jest u mnie numer 1 , co zawsze uważałam , że trochę bakterii uodparnia i dobrze robi - tak jak sel traktowałam sprawę mówiąc sobie, że skoro dbam, to nie ma zmartwienia, luzik. Aż do wczoraj jak już o tym wiem, to koniec.
Teraz do natręctwa notorycznego szorowania rąk , uchwytów i wanny, dojdą mi z pewnością jeszcze inne przez tą całą akcję.

Homeopatyczna > Też jestem zainteresowana tym suchym dnem.
Shoti > nie mam pojęcia, powyższy tekst jest mój własny , po mojemu ulepiony , ale informacje wyczytane z internetu - ogólnie mało jest o tym. Myślę , że właśnie dlatego , że zwierzaki umierają i nie wiadomo dlaczego - objawy nie są jednoznaczne , może weci leczą na inną chorobę bo stawiają błędną diagnozę i stąd ciągle mało wiadomo. Ponoć możliwe jest też samowydalenie larw i skoro zwierzak po podaniu leków zdrowieje, to znów problem much zostaje przeoczony i bierze się pod uwagę błędnie inną przyczynę. Teraz też zaczęłam się zastanawiać czy np. Czarny mógł na to chorować i zjadły mu muchy jelita żywcem. I też nie wiemy co mu było , wiadomo tylko, że jelita nie pracowały, a takich przypadków jest dużo i nikt pod uwagę nie bierze muchy - a skąd pewność, że to nie akurat mucha?